Ostatnio dużo myślałem, o wszystkim i o niczym, pandemia zrobiła swoje, szczerze mówiąc niepamiętam życia przed nią, moje wspomnienia mieszają się z historiami, które wymyślałem by nie zwarjować w czterech ścianach, w tych historiach jestem bardziej żywy, ale czy na pewno, bo jednak uciekając tam, tak na dobrą sprawę umieram, ostatnio wybrałem się na kilka spacerów, lecz nie szedłem ubitą drogą, przedarłem się przez kilka krzaków, tylko by poczuć, innym zaś razem w połowie drogi do domu, deszcz zaczął padać, a ja zamiast ukryć się, rozpiąłem kurtkę i delektowałem się jak krople wody opadają na czubek mojej głowy, pragnę poczuć życie z fałszywych wspomnień, mimo iż znam prawdę, że gdyby nie pandemia i tak były by cztery ściany, dlatego też myśleć głębiej zacząłem i muszę przyznać, że życie to narkotyk, każdy pragnie żyć gdy już jest martwy, nawet teraz pisząc te słowa myślę w duchu „człowieku co ty robisz”. Twierdze dlatego, że nie ważne co ludzie mówią trzeba pogodzić się ze śmiercią, bo próbując żyć, zabijasz siebie kawałek po kawałku, ale nie metaforycznie, próbojąc żyć zabijasz się na prawdę. Patrząc dalej niewidać już nic oczym warto pisać, świat idzie dalej, krok za krokiem krok. I znowu zwrot.
Robert Weremko
