,,Najbardziej drażni ludzi to, że ryzykujemy życie dla czegoś, co wydaje się kompletnie bezużyteczne, nikomu niepotrzebne. Ale może to jest potrzebne tym, którzy to robią! Może oni po prostu potrzebują tego, żeby żyć.” – Anna Kamińska
„[…] żeby żyć” tak po prostu. Po swojemu. Ze świadomością podejmowanego ryzyka.
Jesteśmy teraz w miejscu, które nie zasługuje na miano tego docelowego. Trudno stwierdzić, gdzie dokładnie się znaleźliśmy. Świat zwolnił, ograniczył swoje możliwości, zaczął ,,walczyć” z nieznanym. Przeciwnikiem, za którego cieniem pozostają miliony twarzy, uśmiechów, ludzi poległych. W historii świata zapisało się wielu bohaterów. Dzisiejsi oddają życie mierząc się z epidemią. Ci, którym pragnę poświęcić ten tekst żyją otoczeni determinacją, skupieniem oraz niezwykłą odwagą. Ryzykują wszystko co mają. A niekiedy na szali leży ich życie.
Anna Kamińska w powyżej zacytowanym fragmencie książki poświęconej Wandzie Rutkiewicz wyjawia prawdę o obliczu każdego z nas. W naszym życiu w końcu nastaje moment, który wymaga od nas podjęcia ryzyka. Może nie zawsze okazuje się ono słuszne, może faktycznie spisuje na straty, ale skoro mamy świadomość porażki, to czy warto później żałować? Ci, którzy żyją pasją, a może nawet i dla niej, a w cel, który im prześwięca wpisane jest ryzyko nie tracą czasu na narzekanie, ubolewanie, zamartwianie się niepowodzeniami.
Wykorzystują go na obmyślanie planu, strategii, każdej możliwej opcji, bo wybór tej niewłaściwej może okazać się ich ostatnim wyborem.
Nie bez powodu dzisiejszy tekst rozpoczęłam od słów książki o jednej z najwybitniejszych himalaistek. Bo to właśnie takim ludziom, pełnym pasji oraz zaangażowania chciałabym poświęcić dzisiejszą uwagę. To takich ludzi sobie cenię.
Himalaiści, alpiniści – dla mnie ludzie łamiący stereotypowe myślenie o sztuce życia. Pełni paradoksalnych cech, których połączenie kształtuje niebywałe osobowości. Charyzma i zawziętość. Zaangażowanie oraz chęć bycia najlepszym – jak się okazuje nie zawsze. Tym razem cel przejawiał się jako ten nieosiągalny, niemożliwy do zrealizowania. Szczyt K2 zdobyty zimą to kolejna niespodzianka w ostatnim czasie. Niespodzianka zasługująca na ogromne brawa i płynący podziw. Dlaczego tak uważam? Nepalczycy dokonali czegoś co wykraczało poza pewną sferę, nie było na wyciągnięcie ręki, tak jak zazwyczaj tego oczekujemy. Osiągnięcie to mogło być w dużej mierze kwestią szczęścia, lecz wydaje mi się, że zupełnie inny czynnik dopomógł temu właśnie szczęściu. Mam tutaj na myśli tak rzadko spotykaną solidarność, gdy w grę wchodzi możliwość uzyskania tytułu zdobywcy, tego którego nazwisko przejdzie do historii. Oni zrobili to razem. Uwzględniając każdego.
Jedni, patrząc na ryzyko jakie niesie za sobą zdobywanie często śmiertelnych szczytów, myślą sobie, że to głupota, balansowanie na krawędzi, ludzka chęć wyrwania się z bieżącego życia, a nawet pisanie się na śmierć. Ja natomiast w tym przypadku mogę powiedzieć, że rzeczywistość niesie za sobą całą masę historii, ludzi, których oceniliśmy pozornie. Zupełnie bez powodu.
Dziękuję za uwagę!
Kornelia Stenzel
18.01.2020r. (2 dni po zdobyciu szczytu K2)


