Biegnę. Nie oglądam się za siebie, bo wiem, że jeśli to zrobię, to już po mnie. Obok mnie nie ma nic. Ruiny. Ogień pochłonął wszystko, co kochałam a raczej powinnam kochać. Po domach nie ma śladu tyko gruz, w którym tlą się nadpalone meble. Potykam się i upadam. Na gruzach zmieszanym z popiołem leży moja przyjaciółka. Była, fałszywa przyjaciółka. Uśmiecham się złowieszczo, kopiąc jej zwłoki. Ma to, na co zasłużyła. Idę do tego, co nazywałam domem, a co było naprawdę więzieniem. Oglądam się za siebie. Żaden z żołnierzy już mnie nie ściga. Wchodzę w ruiny i w oczy rzuca mi się stół ze śladami paznokci. Z boku słyszę pikanie i wbiegam natychmiast pod blat. Wybuch zniszczył to miejsce, gdzie chwilę temu stałam doszczętnie, burząc ścianę. Ocieram krew z mojego policzka. Nie mogę dłużej uciekać. I tak mnie dopadną, bo jestem potworem. Zniszczyłam mój były dom a raczej więzienie, w którym musiałam udawać słodką księżniczkę, mimo iż we mnie drzemie demon. Wypuściłam go i mam na głowie żołnierzy, którzy chcą mnie złapać. Cóż, jestem szalona. Nie dam się wam tak łatwo. Jeszcze nie teraz. Chwytam nogę od stołu. Może się przydać. Wychodzę po cichu i biegnę na samotnego strażnika stojącego tyłem, jeszcze kawałek i będę wolna. Nagle czuję szarpnięcie i ogromny ból. Ostatnia rzecz, którą widzę to twarz. Twarz pięknej kobiety niczym księżniczka z Disneya. Patrzy na mnie z góry i jedyne, co zdołam zrobić, to splunąć jej na ten nowy i śmieszny wojskowy mundurek. Spowija mnie ciemność. Budzę się. Okazuje się że to był sen. Wstaję z łóżka i idę do okna. Jest za nim obrzydliwie pięknie. Z dołu dociera do mnie zapach naleśników. Słyszę śmiech mojej rodziny. Ale spokojnie. Gdy wiele razy śni ci się ten sam sen, może stać się prawdą. Uśmiecham się i idę na dół, gdzie czeka na mnie moja rodzina. Siadam do stołu i zajadam się naleśnikiem. Czuję szarpnięcie. Otwieram oczy. Nade mną stoi matka i ojciec. Za nimi dwójka lekarzy. Ściany mojej celi są obite, a ja sama leżę na środku w kaftanie bezpieczeństwa. Jeden z lekarzy kopie mnie, ale nikt nie reaguje. Kiedyś wam ucieknę i to na was najpierw skieruje mój gniew. Wchodzi uprzednio wspomniana ślicznotka, i wstrzykuje mi coś. A moi rodzice patrzą. No cóż. Wokół mnie robi się biało. Przede mną stoi chłopiec, uśmiecha się do mnie i wyciąga rękę. Łapię go za nią. a malec prowadzi mnie gdzieś. Jedyne co wiem to to, że czeka tam na mnie błogość. I już nikt więcej mnie nie skrzywdzi. Widzę następna postać. Bardzo przystojnego mężczyznę. Staję naprzeciw. Jego oczy są czarne. Uśmiecha się. Ale ten uśmiech jest krwiożerczy. Patrzę z zaciekawieniem, jak za nim pojawiają się świece. Podchodzi do mnie i nakłada na mnie czarny płaszcz. Uśmiecha się znowu i nie mam już wątpliwości, że to ktoś władczy. Od tamtego momentu mu służę i przyprowadzam dusze grzeszników. Dał mi szanse i jej nie zmarnuję. Siedzę u jego boku jako królowa podziemi. I już nic i nikt nie sprzeciwi się mej woli. Bo królowa jest tylko jedna.
Marta Filip

